Ericsson uruchamia kolejną rundę restrukturyzacji w macierzystym kraju. W Szwecji pracę ma stracić około 1600 osób, co oznacza redukcję rzędu mniej więcej 13% lokalnej kadry. Na papierze to „klasyczne” cięcie kosztów, ale kontekst jest dużo ciekawszy, bo decyzja pojawia się w momencie, gdy firma notuje bardzo wysokie marże i poprawę rentowności. To właśnie to zderzenie wywołuje największe emocje: spółka pokazuje dobre wskaźniki finansowe, a jednocześnie konsekwentnie odchudza organizację, zamiast budować rezerwy kadrowe na kolejne projekty. W sektorze telco takie ruchy zwykle nie są jednorazowym „przycięciem”, tylko elementem dłuższej strategii przebudowy struktury kosztów, szczególnie gdy popyt na infrastrukturę 5G nie rośnie już tak szybko jak w pierwszej fazie wdrożeń.

W praktyce redukcja oznacza uruchomienie formalnych procedur i negocjacji, bo skala dotyka tysięcy osób w jednym kraju. Jednocześnie to kolejny etap zmian, które Ericsson prowadzi od 2023 roku także globalnie. W branży infrastruktury telekomunikacyjnej widać dziś wyraźne spowolnienie cyklu inwestycyjnego: operatorzy ostrożniej podchodzą do zakupów, a część rynków po dużych wydatkach na 5G weszła w fazę stabilizacji. Dla dostawców sprzętu i oprogramowania oznacza to presję na efektywność, porządkowanie portfolio oraz koncentrację na segmentach o najwyższej marży i największej powtarzalności przychodów.
Ericsson w Szwecji restrukturyzacja i mechanika cięć kosztów
Wysokie marże nie muszą oznaczać komfortu organizacyjnego. Z perspektywy zarządu liczy się nie tylko bieżący wynik, ale też prognoza zamówień oraz ryzyko spadków w kolejnych kwartałach. Jeżeli popyt na rozwiązania 5G jest nierówny regionalnie, a część kontraktów ma charakter falowy, firmy próbują „wygładzać” wynik przez obniżanie kosztów stałych. Taki model jest czytelny dla rynku kapitałowego, bo redukcja etatów szybko poprawia rentowność, natomiast długoterminowo rodzi pytanie o tempo rozwoju i zdolność utrzymania kompetencji inżynierskich, które w telco są kluczowe dla jakości produktów i wsparcia.

Ericsson mimo rekordowych marż dlaczego zwolnienia nadal się opłacają
W tym przypadku szczególnie mocno widać logikę „finansowej optymalizacji”. Marże mogą rosnąć nawet wtedy, gdy przychody nie rosną w tym samym tempie, jeśli firma twardo kontroluje koszty i wybiera bardziej dochodowe segmenty. Problem branży polega na tym, że rynek infrastruktury sieciowej jest wrażliwy na geopolitykę, cła, tempo inwestycji operatorów i konkurencję cenową. W efekcie duże podmioty często traktują zatrudnienie jako dźwignię do stabilizowania wyniku. Z perspektywy technologicznej to podejście bywa ryzykowne, bo innowacje nie biorą się z samego procesu księgowego, tylko z ludzi, którzy projektują, testują i utrzymują rozwiązania w realnych wdrożeniach.
Ericsson w Polsce co oznacza brak cięć dla Łodzi i Krakowa
Dla polskiego rynku IT kluczowa jest informacja, że redukcje mają nie obejmować zespołów w Polsce. Ericsson utrzymuje u nas duże centra badawczo-rozwojowe w Łodzi i Krakowie, które realizują prace istotne dla portfolio firmy. W praktyce oznacza to, że ciężar zmian koncentruje się na strukturach w Szwecji, podczas gdy część międzynarodowych ośrodków pozostaje filarem rozwoju produktów. Z perspektywy pracowników w Polsce to sygnał względnej stabilności, ale warto pamiętać, że globalne programy optymalizacji rzadko kończą się na jednej fali decyzji, szczególnie jeśli spowolnienie w inwestycjach telekomunikacyjnych utrzyma się dłużej.
Podsumowanie
Ericsson pokazuje, że nawet przy mocnych wskaźnikach finansowych potrafi agresywnie redukować koszty stałe, gdy rynek infrastruktury 5G i inwestycje operatorów nie gwarantują spokojnej przyszłości. Dla Polski najważniejsze jest utrzymanie centrów R&D poza zakresem cięć, ale cała sytuacja jest kolejnym sygnałem, że telco wchodzi w etap twardej optymalizacji, w którym liczy się marża, przewidywalność kontraktów i efektywność operacyjna.